automate()
Od kilku dni siedzę nad zautomatyzowaniem tworzenia systemu - instalacja, konfiguracja, itp. Przyda się do wielu rzeczy. Użyłem kickstarta, ale do konfiguracji poinstalacyjnej nadaje się średnio - nie da się na przykład zainicjalizować bazy PostgreSQL, bo skrypt postgresql-setup szuka katalogu danych i portu korzystając z systemctl show, który nie zadziała w środowisku chrootowanym (a takim jest środowisko po instalacji - w części %post kickstarta).
Co ja się nakombinowałem, nawet posunąłem się do patchowania skrytpu, żeby przyjmował te dane z linii komend. No i niby zadziałało - ale co mi to da, jak później chcę założyć usera i bazę? A do tego serwer postgresa musi działać. A nie uruchomię go, bo to chroot... No i się poddałem, przeniosłem większą część konfiguracji do skryptu uruchamianego przy starcie systemu (przy okazji pilnuje on żeby nie uruchomić się więcej niż raz). A do tego musiałem zapakować go w RPM-a, wrzucić do jakiegoś repo a na dodatek zrobić z niego jeszcze usługę systemd. Sporo roboty, na szczęście większość już robiłem wcześniej, więc większość załatwiłem przez copy-paste. Tyle dobrego.
Ale z drugiej strony jest to profesjonalne (na pewno bardziej niż patchowanie skryptu).
Przy okazji frontend i backend też zapakowałem w RPM-y. Profeska pełną gębą, a co!
No i muszę stwierdzić: VM-ki i snapshoty FTW! Dobrych kilkanaście razy przywracałem snapshota i instalowałem koleją werję RPM-a. Strach pomyśleć co by było, gdybym go nie miał - na każdą iterację kilkanaście minut zamiast sekund... Brrr...
Co ja się nakombinowałem, nawet posunąłem się do patchowania skrytpu, żeby przyjmował te dane z linii komend. No i niby zadziałało - ale co mi to da, jak później chcę założyć usera i bazę? A do tego serwer postgresa musi działać. A nie uruchomię go, bo to chroot... No i się poddałem, przeniosłem większą część konfiguracji do skryptu uruchamianego przy starcie systemu (przy okazji pilnuje on żeby nie uruchomić się więcej niż raz). A do tego musiałem zapakować go w RPM-a, wrzucić do jakiegoś repo a na dodatek zrobić z niego jeszcze usługę systemd. Sporo roboty, na szczęście większość już robiłem wcześniej, więc większość załatwiłem przez copy-paste. Tyle dobrego.
Ale z drugiej strony jest to profesjonalne (na pewno bardziej niż patchowanie skryptu).
Przy okazji frontend i backend też zapakowałem w RPM-y. Profeska pełną gębą, a co!
No i muszę stwierdzić: VM-ki i snapshoty FTW! Dobrych kilkanaście razy przywracałem snapshota i instalowałem koleją werję RPM-a. Strach pomyśleć co by było, gdybym go nie miał - na każdą iterację kilkanaście minut zamiast sekund... Brrr...
Komentarze
Prześlij komentarz